Ostatnio do sądu w Kaliforni wpłynął pozew firmy Apple przeciwko źródłom informacji publikowanych w blogach Thinksecret.com, Appleinsider.com and PowerPage.org. Apple od lat walczy z wyciekami poufnych informacji na temat oferowanych i przygotowywanych produktów. Ponieważ firma znana jest z innowacji, to przecieki są dla niej szczególnie niewygodne i uciążliwe.
Pozew wywołał wśród kalifornijskich prawników dyskusję, czy bloger (osoba prowadząca internetowy blog) to dziennikarz, czy nie. Jeśli jest dziennikarzem, to ma prawo do ochrony źródeł swojej informacji. Jeśli nie, to będzie musiał ją ujawnić na wniosek poszkodowanego. Apple podejrzewa, że źródłami informacji dla wymienionych wyżej serwisów są pracownicy albo poddostawcy.
Osoby prowadzące blogi argumentują, że gdyby ich artykuły ukazały się w "New York Times", to nie nazywanoby ich ani blogerami, ani "small journalists", ale po prostu dobrymi dziennikarzami. Jest to dość poważny argument w świetle wydarzeń z ostatniej kampanii prezydenckiej w USA, kiedy to właśnie autorzy blogów zweryfikowali informacje podawane przez telewizję CBS w jednej z ważniejszych audycji i udowodnili, że są nieprawdziwe. Był to w Stanach dość głośny skandal, który pokazał że wielcy wydawcy i nadawcy mogą się mylić i dezinformować, a mali wydawcy i dziennikarze mogą mieć rację.
Z jednej strony wolność słowa i ochrona dziennikarskich źródeł, a z drugiej strony prawo wielkiego koncernu do ścigania osób ujawniających jego tajemnice handlowe. Na pewno decyzja sądu będzie precedensem, który wpłynie na podobne decyzje w przyszłości.
Jaka by nie była decyzja sądu, wydaje mi się, że gazeta taka jak New York Times najprawdopodobniej nie opublikowałaby artykułu na podstawie poufnych danych/tajemnicy handlowej. Zastosowanoby autocenzurę wynikającą z dziennikarskiej odpowiedzialności. Blogerzy są często pozbawieni skłonności do autocenzury. I dziennikarskiej odpowiedzialności.
Podobne wątpliwości pojawiły się również w Polsce przy okazji sprawy, która wyszła na jaw w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie w związku ze skargą Agory, wydawcy "Gazety Wyborczej".
"Spółka zaskarżyła tam nakaz GIODO, by udostępnić dane osobowe czterech dyskutantów z forum portalu Gazeta.pl (też należy do Agory). Miał je otrzymać Waldemar K. z Akademii Świętokrzyskiej, o którym na regionalnym forum portalu w Kielcach internauci pisali m.in., że współpracował z SB i za pieniądze pisze prace naukowe. Sąd nie przyjął prywatnego pozwu od Waldemara K., bo nie było w nim nazwisk, tylko internetowe pseudonimy dyskutantów. Agora dwa lata temu odmówiła mu udostępnienia adresów IP komputerów, z których dokonano wpisów na forum."
http://www.biznesnet.pl/pp/15934/
W tym przypadku nie chodzi wprawdzie o typowe dziennikarstwo, chociaż gdyby się uprzeć to możnaby powiedzieć, że chodzi o dziennikarstwo śledcze. A może chodzi o "pomówienia i oszczerstwa"?
W tej sytuacji zastanawiam się co jutro przeczytam o sobie w jakimś blogu? Albo o swojej firmie. I co będę mógł z tym zrobić? Pewnie niewiele...
Co o tym myślicie?

