na żółtych stronach Rzeczpospolitej ukazał się dzisiaj artykuł na temat nowelizacji kodeksu cywilnego, która miała ułatwiać stosowanie Internetu w codziennym obrocie gospodarczym - autorka pisze, że ułatwia, ale jednocześnie prowokuje wiele pytań
artykuł jest bardzo ciekawy - wymienia rozmaite problemy na jakie może się klient natknąć, a patrząc z punktu widzenia sprzedawcy wskazuje na co należy zwrócić uwagę i o czym pamiętać, aby skutecznie i zgodnie z prawem zawrzeć umowę
co mnie martwi, to że ten artykuł ma wymowę bardzo niekorzystną dla sklepów internetowych, usługodawców i ogólnie podmiotów sprzedających w Internecie - autorka pisze we wstępie:
"Chcesz dokonać zakupów przez Internet? Wystarczy wejść na właściwą stronę. Chcesz tylko pooglądać? Uważaj, bo niechcący możesz przystąpić do umowy. Konsument nie zawsze zdaje sobie sprawę, kiedy, jak i czy już to się stało. Na ogół nie wie też, do kogo w razie komplikacji należy się zgłosić."
rezerwa z jaką autorka odnosi się do zakupów w sieci po części bierze się z doświadczeń UOKIK, który ostatnio badał szczególnie wnikliwie serwisy branży turystycznej - te doświadczenia są zdecydowanie negatywnie - ostatni śródtytuł artykułu brzmi "Pomyśl, czy warto..."
ze zdziwieniem stwierdzam, że po raz kolejny autor piszący dla szacownego dziennika dał się zasugerować w swoim artykule przez jeden, bardzo stronniczy (punkt widzenia konsumenta) i uogólniający całość problemów (tym razem związanych z e-commerce) punkt widzenia
czy warto kupować przez Internet? w tym samym szacownym dzienniku czytamy, że :
"Po interwencji Brukseli większość europejskich przewoźników przyznała, że stosuje różne taryfy biletowe. Na przykład cena przelotu w dwie strony z Brukseli do Warszawy była średnio nawet o 30 proc. niższa, jeśli bilet był odbierany w Polsce. Komisja twierdzi, że jeden z pasażerów zgłosił przypadek różnicy w cenie sięgającej nawet 300 proc. Dyskryminacja stała się szczególnie widoczna przy sprzedaży przez Internet, gdzie bardzo szybko można porównać ceny. Przy transakcjach elektronicznych przewoźnicy nie mogli też argumentować, że różnica w cenie wynika z różnych kosztów w zależności od tego, gdzie mieszka pasażer."


